niedziela, 2 września 2012

Do wesela się zagoi...


Tak bardzo popularne i lubiane w Polsce powiedzene-pocieszenie "Do wesela się zagoi." jakoś mnie ostatnio ani nie cieszy ani nie bawi. Może dlatego, że skoro w powietrzu nie czai się żadne wesele cz to znajomych czy własne, to i wizja powrotu do zdrowia też nie wydaje się najbarwniejsza.

Co zrobić kiedy dopada nas choroba, ciało odmawia posłuszeństwa wobec umysłu i nakazuje nam: "Zwolnij. Przerwij bieg."?
Jak zrozumieć, że nasze ciało ma też coś do powiedzenia? Jak sprawić, żeby umysł usłuchał?

Ostatnie dni, a w zasadzie już tygodnie są dla mnie swoistą lekcją pokory i powolności.

Ciało, ach moje ciało... zawsze od niego wymagałam więcej i więcej. Cieszyłam się, że potrafi, ale nigdy nie doceniałam, że potrafi aż tak wile. To, co "wyczyniałam" dzięki mojemu ciału, było dla mnie oczywistością... tak oczywistą, że nage spowolnienie, osłabienie i niemożność stały się ogromnym szokiem. Ja - zwykle gdzieś biegnąca, pędząca, nagle odkryłam, że prędkość z jaką się poruszam zbliżona była do prędkości poruszania się ślimaka, a pokonanie odległości kilkuset metrów stało się wręcz niewykonalne.

Ciekawym zbiegiem okoliczności było też to, iż na kilka dni przed zabiegiem zaczęłam lekturę "Pochwała powolności" Carla Honore.


Jak grom z jasnego nieba spadały na mnie, strona po stronie, słowa:

"Ciało goi się we własnym tempie, musisz być cierpliwy. Nie możesz tego przyspieszyć." 

"Czas jest wielkim uzdrowicielem."

"Cierpliwość w poczekalni."

I tak od kilku tygodni chłonę to wszystko, co do mnie dociera, obserwuję to, co mnie otacza i próbuję zrozumieć i poukładać sobie po swojemu. Przyznam, że nie jest łatwo, ale na pewno warto! Wiem, że dokądś zmierzam, tylko jeszcze nie wiem dokąd. Pełna nadziei uczę się cierpliwości w oczekiwaniu i czekam na zdrowie... i na wesele ;)







R.E.S.P.E.C.T.

"Szanuj siebie na tyle, by odejść od wszystkiego co Ci nie służy, co Cię nie rozwija i nie daje Ci szczęścia".

Łatwo powiedzieć...?

Cyba powoli coś się we mnie łamie...

Czyżby cała moja choroba była po to, żebym w końcu coś zrozumiała? Czy naprawdę potrzebowałam przykuć się do łóżka na dwa tygodnie, żeby dotarło?

Powolutku, przez niewielkie szczeliny docierają do mnie myśli, że mój kolejny lot do Abu będzie tylko po walizki...